czwartek, 13 sierpnia 2015

Rozdział piąty

Jestem zła, podła i w ogóle... obiecuję poprawię i nie będę już kazała tyle na siebie czekać! 
Buziaczki:*
L.^^





Czujesz, że te kilka dni wymknęło Ci się spod kontroli. Jeden wspaniały dzień odkupujesz niemiłymi wydarzeniami. Robert im bliżej wyjazdu, tym bardziej jest zdenerwowany i spięty. Nie chce Ci wyjawić powodu swojej wizyty u Wojtka Szczęsnego. Wiesz, że nie są to zwykłe przyjacielskie odwiedziny, ale mimo to ufasz swojemu ukochanemu. Kocha Cię i to jest dla ciebie najważniejsze. Chciałabyś żeby został w domu. Oboje pracujecie i macie niewiele czasu by nacieszyć się sobą. Robert cierpliwie tłumaczy Ci, że będziecie mieli na to jeszcze dużo lat po ślubie. Kochasz go i każdy dzień coraz bardziej Cię w tym upewnia. Pragniesz dla niego jak najlepiej i dobrze wiesz, że on też chce Cię chronić. Jest Ci niezwykle smutno po wiadomości od Artura. Dowiedziałaś się, że spotkał się on z Joanną Marek, twoją dobrą znajomą. Wszystko w tej informacji byłoby wspaniale, gdyby nie to, że Joanna była ostatnio w Dortmundzie i nie poinformowała Cię o tym ani słowem. Kiedy zadzwoniłaś do niej, była wyjątkowo milcząca i nieskora do rozmów. Nie wiedziałaś co było powodem dla którego nie chciała się z Tobą widzieć, ale w tej chwili było Ci zbyt przykro aby się o to dopytywać. Przez to wszystko ostatnie dni spędzone w domu były pełne ciszy. Robert chodzi zamyślony i drażliwy, niecierpliwie odliczając dni do wyjazdu, Matylda ciężko pracuje i nie ma czasu by wyjść z tobą na kawę i spokojnie porozmawiać o wszystkim co leży Wam na sercach. Nawet Marysia jest dziwnie niespokojna chociaż zwykle emanuje niezłomnością i pokojem ducha. Dziwne są te dni…

Marysia przeciągnęła się w łóżku. Obudziła się wyjątkowo wcześnie i miała jeszcze trochę czasu do wyjścia do szkoły. Postanowiła nie wstawać jeszcze, nie chciała bowiem obudzić Roberta i Luizy. Przekręciła się na plecy i ułożyła ręce pod głową. Myślała o dniu spędzonym z Kubą. Błaszczykowski był wyjątkowo miły i rozmowny. Śniadanie upłynęło w atmosferze wesołości, tak jak trening, który zorganizowali po obiedzie. Kiedy Kuby nie było w domu mogła spokojnie poćwiczyć i pooglądać telewizję. Dobrze czuła się u Kuby, ale czuła wyrzuty sumienia, że nie spędza dostatecznie dużo czasu z siostrą. Jednak świadomość, że Robert niechętnie widział Marysię w swoim domu nieco ją uspokajała.  U Kuby mogła czuć się swobodnie i rozmawiać z nim na wszystkie niepokojące ją tematy. Wiedziała, że Błaszczykowski z całego serca kocha Luizę i chciałby aby obie zamieszkały u niego. Nie czuła się jednak na siłach by przekonać swoja siostrę, że wybór Roberta za męża jest okropnym błędem. Była niemal pewna, że stosunki między nią a Lewandowskim nie poprawią się nawet za kilka lat. Niestety Luiza nie dawała się przekonać i stale odrzucała Kubę. Marysia musi jak najszybciej obmyślić plan jak sprawić, żeby jej siostra poznała prawdziwe oblicze Roberta.
— Mysiu, śpisz jeszcze?— dziewczynę dobiegł cichy głos zza drzwi. Poderwała się szybko z łóżka i spojrzała w tamtym kierunku. Luiza cicho wsunęła się do pokoju swojej siostry.
— Coś się stało?— spytała zaskoczona, kiedy siostra usiadła na jej łóżku.
— Dawno nie rozmawiałyśmy— Luiza pogłaskała z czułością jasne włosy młodszej siostry. Zawsze kiedy to robiła, Marysia uspokajała się i choć odrobinę zapominała o tęsknocie za rodzicami, których obie siostry nie widziały od kilku lat.
— Robert nie będzie zły?
— Kochanie jesteś moją siostrą, mamy pełne prawo rozmawiać— Luiza uśmiechnęła się do siostry.— Zrobić ci warkocza do szkoły? Trochę uspokoimy twoje włosy— Marysia natychmiast wyskoczyła z łóżka i podała siostrze grzebień. Zaraz potem usadowiła się wygodnie na podłodze, czekając aż siostra zacznie rozczesywać jej niesforne loki. Luiza delikatnie pogładziła blond włosy siostry i zabrała się za czesanie.
— Dawno nie robiłaś mi warkoczy, już zapomniałam jak było fajnie— Marysia przymrużyła z zadowolenia oczy. Przez chwilę siostry siedziały wspominając jak bardzo zżyte były w przeszłości.
— Marysiu…— młodsza siostra przekrzywiła nieznacznie głowę dając znak, że słucha.— Pomyślałam, że skoro miesiąc przed moim i Roberta ślubem kończysz osiemnaście lat, może chciałabyś małe przyjęcie?
— Naprawdę moglibyśmy coś zorganizować?— Zapytała siedemnastolatka z nadzieją w głosie.
—Oczywiście skarbie. Niecodziennie stajesz się pełnoletnia— starsza siostra uśmiechnęła się serdecznie.— Będziesz mogła zaprosić kogo chcesz i poszukamy jakiegoś fajnego miejsca.
— Ja też zostanę zaproszony?— panny Waglewskie podniosły na raz głowy na
 Dźwięk głosu dochodzącego od drzwi. W progu stał Robert, nonszalancko opierając się o framugę. Marysia spojrzała na niego niechętnie, kiedy przekroczył próg jej pokoju.
— Raczej nie będą chcieli wpuścić bydła do lokalu— dziewczyna uśmiechnęła się słodko. Robert odruchowo zacisnął mocno pięści, jednak szybko zahamował się z odpowiedzią. Narzeczona spojrzała na niego z wdzięcznością. Cieszyła się, że chociaż Robert stara się naprawić relację z jej młodszą siostrą.
— Marysiu…— Luiza starała się opanować napiętą sytuację.— Skończ proszę z tymi odzywkami. Robert załatwił ci na urodziny salę klubową.
— Serio?!— dziewczyna uniosła wysoko brwi ze zdziwienia.— A będę miała żółto-czarny tort?— uśmiechnęła się szeroko na samą myśl o zbliżających się urodzinach.— A ile osób będę mogła zaprosić? Przyjdą jacyś piłkarze?— wystrzeliwała z siebie pytania z prędkością karabinu maszynowego.
— Spokojnie mała, dopiero zaklepałem salę— Robert uciszył ją, unosząc dłoń.
— Zobaczymy jeszcze na ile osób damy radę się przygotować, ale myślę, że już możesz zacząć zapraszać swoich przyjaciół— Luiza skończyła swoją pracę i podeszła do ukochanego.— Wstępnie jest już na liście dwóch kolegów Roberta z klubu. Pytałeś jeszcze kogoś kochanie?— wtuliła się w szerokie ramiona Lewego.
— Trener coś wspominał, że mógłby się pojawić.
— To świetnie!— Marysia zawahała się przez chwilę— Dzięki Robert— wyciągnęła dłoń do piłkarza, który niechętnie, ale pod karcącym wzrokiem narzeczonej, odwzajemnił uścisk dłoni. Szybko cofnęli jednak dłonie, jakby z obrzydzeniem wytarli je jednocześnie w spodnie. Luiza parsknęła tylko śmiechem.
— Tak robią pięciolatki w przedszkolu. Gratuluję, osiągnęliście nowy poziom porozumienia– uśmiechnęła się kpiąco i wyszła z pokoju razem z narzeczonym. Marysia stała jeszcze przez chwilę a potem z szeroki uśmiechem rzuciła się na łóżko. Czyżby Robert nie był taki zły? Nie! Stop! Robert jest podły, zrobił to dla niej tylko dlatego, że Luiza go o to poprosiła. Marysia zaczęła intensywnie nad czymś rozmyślać. A gdyby tak… jej pomysł oznaczał bycie miłą dla Roberta jeszcze przez kilka tygodni, ale może wytrzyma. Musi zrobić jeszcze jedną rzecz. Wstała szybko i zaczęła pakować podręczniki do plecaka. Zrobi to jeszcze przed pójściem do szkoły.
***
Robert wszedł do kuchni zaraz za swoją narzeczoną. Zabrał się za parzenie kawy, podczas gdy Luiza zaczęła wyjmować z lodówki produkty na śniadanie. Nie rozmawiali, każde z nich było zanurzone w swoich własnych myślach. Robert z zupełnym spokojem układał w głowie plan rozmowy z Sue. Trochę ją poczaruje i z pewnością uspokoi tą naiwną dziewczynę. Uśmiechnął się kpiąco na samo wspomnienie nocy spędzonej z tą nastolatką. Miała go za bóstwo i kleiła się do niego na każdym kroku, zaprowadzenie jej do łóżka nie stanowiło dla Roberta trudnego wyzwania. Sama była całkiem niezła jak na taką małolatę, pewnie nie był jedynym, z którym przespała się po pijaku. Wyglądała na stałą bywalczynię klubów. Ciekawe dlaczego to właśnie jego się przyczepiła. Nie miał czasu by dłużej się nad tym zastanawiać, ponieważ Luiza zauważyła jego uśmiech.
— O czym myślisz kochanie?
— O prezencie dla Marysi— kłamstwo poszło mu gładko, okazało się z resztą strzałem w dziesiątkę. Jego narzeczona rozpromieniła się momentalnie i rozpoczęła długi monolog na temat prezentów osiemnastkowych. Patrzył się na nią i przytakiwał, nie przykładając zbytnio uwagi do wypowiadanych przez nią słów. Nie miał ochoty na omawianie mało ważnych dla niego tematów. Skupił się na śniadaniu, jednocześnie wciąż przytakując Luizie.
— Robert! Zadałam ci pytanie, odpowiesz mi?— Luiza wpatrywała się w niego ze zniecierpliwieniem.
—Wybacz kotek, nie słuchałem cię przez moment. Co mówiłaś?— Otrząsnął się na chwilę.
— Zapytałam cię, kiedy powiemy Marysi o przeprowadzce. Niedługo o kontrakcie z Bayernem będą trąbić wszystkie media, chcę żeby ona dowiedziała się o tym wcześniej.
— Możemy choćby dzisiaj— Lewy wzruszył ramionami. Nie miało to dla niego najmniejszego znaczenia.— Myślałaś nad tym co ci kiedyś mówiłem, o szkole…
— Nie wyślę Marysi samej do Polski. Jest niepełnoletnia a poza tym, tu czy w Monachium może śmiało trenować i jestem pewna, że wyjdzie jej to na lepsze. Nie potrzebuje szkółki piłkarskiej, niech rozpoczyna karierę tu, w Niemczech— Luiza wydawała się być zniecierpliwiona tym tematem. Robert coraz częściej upierał się, aby Marysia zaczęła szkolić się w Polsce, w szkółce piłkarskiej kolegi jego ojca. Marysia miała jeszcze szkołę, a poza tym była młoda, więc w każdej chwili mogła zmienić zdanie co do swojej przyszłej kariery.
— Dobrze, nie naciskam. Mówię tylko, że to byłby doskonały wstęp do profesjonalnej gry. A dla Młodej to wspaniały wiek, żeby podpisać jakiś profesjonalny kontrakt— mężczyzna ujął dłoń narzeczonej. Pod jego proszącym spojrzeniem Luiza nieśmiało stwierdziła, że jeszcze to przemyśli. Już spokojniejsi zasiedli do śniadania. Nagle ciszę przerwała Marysia, która wpadła jak burza do kuchni i szybko zaczęła przygotowywać sobie śniadanie do szkoły.
— Nie zjesz z nami śniadania?— Luiza przyglądała się siostrze.
— Eee… śpieszę się do szkoły, muszę być dziś wcześniej.
— Nic nie wspominałaś, a poza tym Robert za chwilę jedzie na trening, zawiezie Cię do szkoły.
— Nie trzeba— Nastolatka zmierzyła przyszłego szwagra chłodnym spojrzeniem, po chwili jedna znów uśmiechnęła się promiennie.— Jestem dużą dziewczynką i poradzę sobie sama— cmoknęła siostrę w policzek, klepnęła- może zbyt mocno- po ramieniu Roberta i wypadła jak burza z kuchni. Nie chciała się rozwlekać z rozmową, bo Luiza mogłaby wyczuć jakiś podstęp. Szła ulicą niemal podskakując z radości, nawet wychylające się nieśmiało zza chmur słońce zdawało się podzielać jej entuzjazm. Zboczyła nieco z trasy prowadzącej ją do szkoły i żwawym krokiem pomaszerowała prosto do domu Kuby Błaszczykowskiego. Nie mogła się doczekać by wcielić w życie plan, który mógłby doprowadzić do spotkania Kuby i Luizy. Wystarczy, żeby Kuba zgodził się pojawić się na jej urodzinach. Gdy tylko zobaczyła go wychodzącego z mieszkania na poranny trening. Zaśmiała się serdecznie i przytuliła z radości.

— Kuba! Mam genialny pomysł!